Zamień oczekiwania na wdzięczność,
a świat od razu stanie się lepszy.

środa, 22 sierpnia 2012

Po/sześć tygodni

Nadal cieku cieku z wycieku...

Mam nadzieję, że jutro wrocławskie Doktory Ortopedy odnajdą potencjalne źródło i zakręcą kureczek, bo ja na opatrunkach zbankrutuję ;)





piątek, 17 sierpnia 2012

Po/antybiotyk

Kingolek - głupolek posłuchał wczorajszych rad tutejszych, tych w esemesach i tych w e-mailach.
Wstał rano i pojechał do miejscowego ortopedy. Bez skierowania (może jeszcze jakieś jest aktualne w archiwum), bez rejestracji, bez znajomości.
Podszedł uśmiechnięty do Pani Pielęgniarki, wyjaśnił sprawę. Pani powiedziała, że wedługplanowo przyjmujący lekarz raczej nie przyjmie, bo i tak ma nadprodukcję pacjentów, ale......
ale właśnie przed chwilką na chwilkę do poradni wpadł inny Pan Doktor :)
Zamieniła kilka słów z Owym i po 10 minutach Kingolek był już w gabinecie :) :) :) :) :)

Pan Fajny Doktor bez chwili wahania przepisał antybiotyk i nakazał przyjść w środę - chce pooglądać jeszcze nogę (fajna jest)  ;)
Po kingolkowym stwierdzeniu: bo to chyba nie jest normalne, żeby tak długo wyciekało...
Dr powiedział: to jest bardzo nienormalne ;)

Pigułka już połknięta :)

Dzięki za wczorajszą mobilizację mnie :*

czwartek, 16 sierpnia 2012

Po/pięć tygodni

... i jeden dzień.... a z rany nadal cieknie...

... czekać na kontrolę we Wrocławiu 23.08. ...
... udać się do któregoś z miejscowych...

 ????????????????????????????????????????????????


TU-nie znam praktycznie żadnych; muszę iść i wyżebrać wizytę, naczekać się, narazić tym zarejestrowanym....doktory opinie mają przeróżne, a ja nie jestem łatwym pacjentem; mam tylko nadzieję, że nie wyśmieje i nie oleje sprawy....
TAM-bardzo możliwe, że za tydzień dostanie mi się, że nigdzie nie poszłam...

NIELUBIĘNIEWIEDZIEĆCOZROBIĆ

środa, 15 sierpnia 2012

Już tyle lat razem.
Praktycznie nierozłącznie ;)
Na dobre i na złe :)
Na dni radosne, pełne życia, dni aktywne i nadaktywne ;)
Na dni stagnacji, czarnej rozpaczy, cierpienia.
Zawsze są.
Dwie wspaniałe.
Może niezbyt piękne dla innych, ale dla mnie jedyne w swoim rodzaju.
Wyjątkowe.
Kocham Was :*





























sobota, 11 sierpnia 2012

Po/to już miesiąc :)

Niebo niebo niebo :) każdego dnia mogłam się nim zachwycać (nie ma to jak dobra miejscówka ;) ) 
Niebo jest cudowne. Godzinami się wpatrywałam i ciągle mi było mało.  


Tak Kinię ogłupiali i otępiali (trzy dni wyjęte z życiorysu) ... i ponoć znieczulali...
A tak stawiali na nogi i przywracali do stanu używalności ;) (lepsze niż kawa, czy red bull) 
Ćwiczenia na brzuchu można połączyć z przyjemnością :)

a na koniec dwa kawałki.... cały czas ze mną... 

:) 
mam zamiar świętować ogromną liczbę rocznic :) 
bez żadnych poprawek :) 
urodziny trzy razy w roku :) 
13 III
19 III
11 VII 
:) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :)

zmieniam też repertuar

środa, 8 sierpnia 2012

Po/cztery tygodnie

  • z rany nadal się sączy (to nie "JUPI") 
  • jutro ostatni zastrzyk w brzuchol (dziwnie będzie bez tego wieczornego rytuału)
  • prawostronne płaskod@@pie uległo zmniejszeniu, czyli tyłek mi rośnie i pierwszy raz się z tego cieszę :) 
  • NPSB i okolice nic a nic nie bolą .... 
  • leżąc na plecach potrafię podnieść prostą nogę tak, że tworzy kąt 90 stopni z tułowiem :) a np. 25.07. potrafiłam ją unieść na ok 1-2 cm 
!!! JUPI !!! JUPI !!! JUPI !!! JUPI !!! JUPI !!!

4 tygodnie po.... 
tak więc najwyższy czas było zrobić samodzielnie calusieńki obiadek (od zakupów począwszy) :) :) :) 
lekki, choć dwudaniowy: zupka brokułowo - kalofiorowo - koperkowo - ryżowo - śmietankowa :)
oraz tortilla warzywna z jogurtowym sosem :)
muzyka, gotowanie - I LOVE IT !!! + taniec=dobra, bardzo dobra zabawa :)

a wieczorem.... w końcu !!! dopadłam piekarnik :) olbrzymia drożdżówka ze śliwkami i kruszonką :) 
ten zapach.... mmmm...... 
skusiłam się nawet na kawałek przed chwileczką niamiiiii :)

4 tygodnie po....
tak więc można zatańczyć prostą salsę i jeszcze prostszą bachatę :) :) :) 


a tak poza tym, to dziś odkryłam, iż kilka ciut nudnych ćwiczeń w połączeniu z odpowiednią muzyką dają niezły układ taneczny :) :) :) :) 

Życie jest piękne :) 

wtorek, 7 sierpnia 2012

Rehabilitacja

Ciut o działaniach ;)
Tekst ukradziony Katji - Dziennik z remontu 
warty przeczytania i zapamiętania :)
Ciut poszatkowany ;)
zgadzam się w 100% i podpisuję rekami i nogami :) sama nie potrafiłabym lepiej tego napisać, ale czuję i postępuję tak samo :)

" To właśnie dzięki MĄDREJ REHABILITACJI w piorunującym tempie wróciłam do pełni sił (...). To co osiągnęłam zawdzięczam tylko rehabilitacji na najwyższym poziomie i swojej mrówczej, niezłomnej harówce. Nie żałuję ani jednej chwili jaką poświęciłam na ciężką pracę i ćwiczenia, podczas których nie raz płakałam nad swoją ułomnością. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dobrze wyszkolonych terapeutów w dziedzinie bioder wciąż jest mało.
Ale jednak są! Wystarczy tylko dobrze ich poszukać. W tym zakresie zawsze służę pomocą. Rehabilitacja jest dziedziną, która obecnie rozwija się w szalonym tempie. Uważam, że jest tak samo ważna jak sama kwestia poddania się zabiegowi. A już na pewno to drugie nie może funkcjonować bez pierwszego!
To jak naczynia połączone. Nie mogę uwierzyć, że często lekarze tak bardzo bagatelizują rehabilitantów. Przecież lekarze i rehabilitanci powinni współpracować ze sobą na zasadach partnerstwa! Bo przecież i jedni i drudzy mają na uwadze zdrowie pacjenta. Czasem zaczynam myśleć, że to jakaś zmowa milczenia albo swego rodzaju obawa lekarzy o ich własne pozycje, władzę i niepodważalne decyzje. Bo przecież cały czas to lekarze w świadomości pacjentów stanowią wyrocznię. Wykwalifikowani, dobrze wykształceni fizjoterapeuci, po studiach, z dyplomami, po specjalistycznych, drogich europejskich kursach, indywidualnie podchodzący do pacjenta pojawiają się jak grzyby po deszczu.(...)
Bolesne jest to, że wciąż wielu medyków (i nie tylko) uważa zawód fizjoterapeuty za zawód paramedyczny! To niestety ściśle wiąże się z nieunormowanym do dziś od iluś tam lat w naszym kraju projekcie ustawy o zawodzie fizjoterapeuty... Przez tego rodzaju działanie fizjoterapeuci nie są niezależni, nie mają praw do kierowania pacjentów na specjalistyczne badania, wnioskowania o sprzęt i pomoce rehabilitacyjne itp.
Wiem, że moje hipotezy mogą wydać się kontrowersyjne, ale płakać mi się chce kiedy słyszę z ust niektórych lekarzy, że po takich operacjach jak endoproteza czy właśnie osteotomia młodzi ludzie nie wymagają rehabilitacji!
Czy można być aż tak zatwardziałym w poglądach w XXI wieku?! Na zachodzie rehabilitacja robi furorę, staje się czymś nieodłącznym po każdej operacyjnej ingerencji. A u nas - jak w Średniowieczu.... Czas uleczy wszystko! Przepraszam...jakie wszystko?? Jeśli mowa o kościach to się zgadzam, bo na zrost kości ma wpływ właśnie czas i tego nie da się przyspieszyć, ale czy nic nierobienie i leżenie plackiem sprawi że nasze mięśnie, tkanki, ścięgna, skóra również samoczynnie dozna cudownego uleczenia?! Z punktu widzenia medycyny czy rehabilitacji jestem nikim ale nawet mi, laikowi włos się jeży na głowie kiedy słyszę albo czytam tego rodzaju teorie. 

Szanuję i doceniam lekarzy specjalistów którzy wykonują świetną robotę wyciągając nas z bólu, dając szansę na nowe lepsze życie - chwała im za to. Są wspaniali w tym co robią i jestem szczęśliwa, że mam do czynienia z takimi, którzy robią to z serca, mają prawdziwe powołanie i faktycznie chcą nieść pomoc. Inną sprawą jest to, że niestety nie uważam ich za wyrocznie w kwestii rehabilitacji po zabiegach. Na pewno są cudownymi lekarzami - niejednokrotnie o złotych rękach- znam takich, uwierzcie; ale (wybaczcie mi jeśli pisząc grzeszę) nie traktuję ich jako praktykujących rehabilitantów, bo zwyczajnie nimi nie są. Bo czyż kształcą się w tym kierunku? Nie. Są lekarzami, ich zadaniem jest świetnie pomóc pacjentowi operując, natomiast również ciężką pracę "po" powinni przejąć inni stworzeni do tego ludzie, również z powołaniem i wiedzą - rehabilitanci.

 (...)

Skoro temat tak bardzo się rozwinął chcę otwarcie i publicznie przyznać, że nie stosowałam się do zaleceń lekarskich po zabiegu (nota bene własnego kochanego profesora, którego szalenie cenię i ubóstwiam). Taka jest prawda. Zalecone przez niego ćwiczenia wykonywałam tylko w pierwszym tygodniu (zmieniłam tekst) Powiem więcej - nie zastosowałam się również do zalecenia odrzucenia jednej kuli a potem dwóch. Do końca, do momentu osiągnięcia pełnej sprawności i bazy mięśniowej chodziłam o 2 kulach naturalnie stopniowo coraz mniej z nich korzystając. Świadomie, wiedząc, że robię to dla swojego kręgosłupa, kolan, stóp na przyszłość!
(...)
 nie ma czegoś takiego jak rehabilitacja jednostki chorobowej. Co to znaczy? Nie da się rehabilitować wszystkich w ten sam sposób. Nie istnieje jeden wzorzec, przez którego pryzmat leczy się każdego pacjenta. Moja późniejsza rehabilitacja była ściśle związana z moimi problemami, moimi możliwościami, moimi złymi nawykami i moją kondycją zdrowotną. To było jak podpisanie kontraktu z samą sobą - robię coś zgodnie z naturą (również mimo całej niechęci do 2 kul i utrudnień z tym związanych) a w zamian dostaję komfort na przyszłość i pewność, że mój organizm nie będzie przypominał powyginanego paragrafu!
(...)
 Czytając, ktoś mógłby stwierdzić, ze ślepo jestem zapatrzona słowo rehabilitacja i bezgranicznie wierzę ludziom tej profesji. Otóż nie. Zanim trafiłam na osoby, które swoją wiedzą i doświadczeniem wspaniale mi pomogły trafiałam na rehabilitantów konowałów- tak, nie wstydzę się tego słowa, którzy wnosili więcej złych rad i poleceń niż czegokolwiek co nazwałabym dobrym. Były nawet sytuacje, że po tak "cudownej" rehabilitacji odchorowywałam swoje. Także nie jestem ślepą fanką fizjoterapii w każdym tego słowa znaczeniu. Po raz wtóry podkreślam - jestem zwolenniczką mądrej, nowoczesnej rehabilitacji, zindywidualizowanej pod każdego z osobna pacjenta. Niestety obawiam się, że wielu podobnie jak ja kiedyś miało podobnego pecha i styczność z pseudo-rehabilitantami, nigdy nie mieli szansy trafić pod ręce prawdziwego specjalisty dlatego ich zdaniem rehabilitacja przynosi więcej szkody niż pożytku.

Modlę się aby to o czym wyżej napisałam uległo jak najszybszej zmianie. Niezłomnie wierzę, że jest na to spora szansa i póki tylko starczy mi sił będę otwarcie podkreślać swoje zdanie. Równie gorąco wierzę, że wielu pacjentów przed i po zabiegach choć na moment zastanowi się nad problemem i sensem tego co próbuję przekazać.

Zawsze w duchu sobie powtarzam - doinformowany, poszerzający wiedzę pacjent to mądry pacjent. Korzystajmy z tego, że świat stoi otworem, jesteśmy w XIX wieku, wyposażeni w wspaniałe narzędzie jakim jest internet, tuż za rogiem jest wiedza, po którą wystarczy jedynie sięgnąć."




czwartek, 2 sierpnia 2012

Po/ja tu rządzę

I koniec, kropka!!!
Nie ma, że to, że tamto.
Nie będzie mi tu żadne Centrum Zarządzania w Człowieku dyktować, co mam robić.
Ja tu rządzę i już!!!

PS. i nawet Natalia była dziś zadowolona :)

środa, 1 sierpnia 2012

Po/trzy tygodnie

Głowa - Centrum Zarządzania w Człowieku 

Urlopowany Najlepszy odwiedzając mnie pewnego poniedziałkowego popołudnia rzekł, iż przyczyną mego nie-chodu jest głowa. W przeważającej części. Osłabiony-obolały czworogłowy to już inna sprawa. 
Miał rację.
Trzy tygodnie temu bolało. Bardzo bolało. Nazwałam to moim własnym prywatnym horrorem. Dziś nie pamiętam tego bólu. Dziś śmieję się sama z siebie. Dziś bym tego horrorem nie nazwała.

Jednak... gdzieś głęboko mózg zakodował cholernie mocno ten ból.
Centrum Zarządzania w Człowieku mnie blokuje. Nie zezwala na mnóstwo czynności. Bo będzie znów bolało? Że coś się z ulepszonym stanie?
Rehabilitacja to w 50% (jak nie więcej) walka z samą sobą o wykonanie ruchu. O rozluźnienie mięśnia. Cała się trzęsę, zapominam normalnie oddychać, kaszlę. Nerwowy kaszel nie opuszcza mnie od trzech tygodni. A dziś po sesji ćwiczeń i walki ja-mózg męczy mnie aż do teraz.
Głowa potrafi nieźle namieszać.
Zapomniałam jak się chodzi. Potrafię iść z kulami, czy z kijkami NW. Bez tego nie umiem....
Głowa potrafi wszystko wywrócić do góry nogami.
No ale na szczęście to tylko Centrum Zarządzania w Człowieku.
Skoro namotało w jedną stronę, to w drugą też da radę.

Jutro kolejne starcie.
Wszak 08.09.2012 wesele. I mam tam tańczyć :)