Zamień oczekiwania na wdzięczność,
a świat od razu stanie się lepszy.

wtorek, 31 lipca 2012

Po/bogactwo wewnętrzne

Mówią, że nie liczy się wygląd zewnętrzny. I dobrze, bo pięknością nie grzeszę.
Mówią, że liczy się wnętrze. Bogate wnętrze. I dobrze, bo tam akurat coś mam ;)

Proszę Państwa :)
Kochanego Państwa, które mi ostatnio tak pomogło :* i wspierało :*
prezentuję po raz pierwszy nowe części - nowe złącza :) (to z lewej to nowe prawe)


PS. poświęciłam się dla dobra nauki, dla dobra przyszłych pokoleń i oddałam swoje ostatnie biodro badaczom ;)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Przytulanie

Przetestowane.
Polecam :)
Lepsze niż prozac ;)

Po/11

Rehabilitację czas zacząć!!!
+
obie nogi równej długości (dokładnie wymierzone centymetrem)
obie nogi potrafię równo obciążać (test dwóch wag)
obie sprawy przed operacją nie były ok 
-
prawostronne płaskod@@pie totalne
zanik mięśni na prawym udzie

a poza powyższym:
->nauka chodu bez pomocy
->nauka siadania i wstawania
->przykurcze - likwidacja
->odbudowa zaginionych fragmentów człowieka
->przegonienie istniejącego jeszcze bólu
->zadanie domowe - ćwiczenia ćwiczenia ćwiczenia

**************************

Wysięk z rany potraktowałam dziś opatrunkiem ze srebrem.
Oby i tym razem pomogło, bo ja na basen bym bardzoooo chciała ;)
Niech to się już porządnie zrośnie :)

*************************

Nowa jakość życia.
PSB nie boli !!! 
W nocy mogę spokojnie spać.
Rano mogę na luzie wstać.
Po całym dniu jest git ;)
Jak cudnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

************************

Wczoraj
Po raz kolejny napiszę, że mam ogromne szczęście w swym życiu - szczęście do cudownych ludzi :) :) :)
They are everywhere !!! !!! !!!
I'm a shoulder you can cry on
Your best friend, I'm the one you must rely on
 Niedziela to spotkanie z dwiema CUDOWNYMI :)

**************************

Jednak pierwszym punktem niedzielnym byli najwspanialsi mężczyźni pod słońcem :) dwóch najukochańszych :) :) :) (dwóch z trzech oczywiście w kategorii odpowiednio wiekowej)
Lu matulu, jak ja za nimi byłam stęskniona !!!
A uśmiechnięte już w progu buziaki uradowały me serducho strasznie :) :) :)

**************************

oj... potańczyłabym ja sobie ;)
ale to już niedługo..... ;)
najpierw trza się nauczyć chodzić...

sobota, 28 lipca 2012

piątek, 27 lipca 2012

Po/9

I zbliża się ku końcowi wakacyjna przygoda.
Minął czas interesujących codziennych spotkań i wizyt, burzliwych rozmów, nieprzespanych nocy - raz upalnych, innym razem bardzo chłodnych. Czas pełen nadziei. Czas spędzony wśród dobrych ludzi. Czas zawierania nowych wspaniałych znajomości. Czas cierpienia i bólu przeplatany ze szczęściem i radością. Rozmowy, plotki i śmiech do późnej nocy też przeszły do historii. Za mną porywy serca, chwile zwątpienia i rozdarcia, ale także najprawdziwszej wewnętrznej radości. A teraz już koniec z dniami wypełnionymi leniuchowaniem i machaniem nogą. 


**********
Nie przypuszczałam, że samodzielne golenie nóg może sprawić tyle radochy ;) 
Wizyta u fryzjera też polepsza samopoczucie. 


A jutro go home :)










środa, 25 lipca 2012

Po/już 2 tygodnie :)

Szybko leci ten czas.
Bardzo szybko.
I dobrze :)

Dziś dzień filmowo - czytelniczy :)

A wczoraj...
znów zrobiłam coś, z czym zwlekałam od kilku lat
w końcu się odważyłam :)

obiecuję już nigdy nie tchórzyć i zawsze mieć odwagę (a przynajmniej postaram się) :)

wtorek, 24 lipca 2012

Po/8

Imieniny
Wypoczynek i dogadzanie sobie trwa nadal ;)
Pan Genialny Dr wszak mówił, że mam korzystać z życia ;)

Korzystam nawet z komunikacji miejskiej. Autobusy tramwaje i jazda. Oczywiście z trzymanką. Część ludziów ustępuje miejsce, a część musi ustąpić ;)

Łapy bolą od kul.
Lo matulu! jak ja kiedyś wytrzymałam to przez ponad cztery lata?!

Rana goi się nawet nawet.
Niech zrasta się szybciej, bo marzy mi się kąpiel :) :) :)
i basen!!!


Dziś musiałam złożyć wizytę w PFRONie.
Podpisać umowę i cieszyć się z przyznanego dofinansowania :)

Następnie relaks w Coffee Heaven :)
i kolejne boskie letnie rozkosze podniebienia :) :) :)


Wczoraj spotkałam się z moim ukochanym Juniorem!!!
Wyjątkowo dał się wyściskać i wycałować w publicznym miejscu ;)
Schudł, urósł... opalony jakiś taki się zrobił :) piękny i uśmiechnięty ;)


Noga
Umiem już tupać :)
i schodzić ze schodów - prawie bez bólu :)
lepiej wychodzi mi wstawanie i siadanie
jeszcze kilka dni odpoczynku ma kończyna ma, a w poniedziałek startujemy z porządną rehabilitacją :)
we wrześniu praktyki mam i muszę być sprawna w 100% :)

*************************************

Ostatnio kochana Monika napisała, że mam serce ze złota....nie wiem, czy rzeczywiście wtedy miałam, ale od dzisiaj mam na pewno ;o) (no dobra, pozłacane)

Po pierwszej operacji otrzymałam ksywkę "Tytanka" :)
to tak ze względu na bogate metaliczne wnętrze ;)
Moja Ciocia stwierdziła jednak całkiem poważnie, że jestem Tytanką, ale nie ze względu na "wkładkę"......nazwała mnie "Tytanem Ducha" :)
i tak oto zrobiłam sobie prezent :)



poniedziałek, 23 lipca 2012

Po/7

Szew śródskórny wyciągnięty. Prawie cały. Część wyjść nie chciała ;)
Przy okazji zrobiłam coś, co zrobić planowałam od ponad 4 lat ;o)

Co dzień wieczorem grzecznie ładuję w brzuchol zastrzyki.
Jeszcze tylko 17.... ale nawet jakby więcej ich było, to to Pan Pikuś.

Dziś sprawiłam, że na twarzach i w oczach kilku osób pojawił się najszczerszy uśmiech i radość.
Me gusta :) :) :) :) :)

fot net

PS. a rozpieszczanie siebie samej trwa w najlepsze :)
po kilku miesiącach rozdarcia, stresu rozmyślań, ciężkich decyzji..... należy mi się ;)

bo jak nie ja, to kto to zrobi ;)

jutro biżuteria :)


sobota, 21 lipca 2012

Po/6

Powrót do stanu używalności 
Wypad na zakupy do galerii ;)
Prezenty dla siebie samej - dwie śliczne sukienki :)
To w ramach nagrody/ pocieszenia/ motywacji :)

A do tego pyszny Raspberry Island w Coffee Heaven :) :) :)

piątek, 20 lipca 2012

Po/5

Dom
spełniam drobne zachcianki ;) a do tego była pizza ;)

jeszcze tylko wyciąganie szwów w poniedziałek i póki co mała przerwa w kontakcie z drami ;) 
odpoczywam, masuję obolałego mięśnia, który nie ma nawet siły wykonywać prostych ćwiczeń...
leżę, kątem oka oglądam TV.... przyzwyczajam się do normalno - nowego funkcjonowania ;o) 
trzeba znów zacząć od początku ... prawie od początku 







czwartek, 19 lipca 2012

Po/4

Prawie umiem schodzić ze schodów !!! !!! !!! kurczaki, jakie to jest trudne i jak to boli :/

Mięsień czworogłowy uda boli, a raczej... na******la ;o)

Mogę obciążać nogę w 100% :) haha rewelacja :) gdyby to było takie łatwe :/

a jutro rano będą decydować o domu :)

"Don't worry about a thing
'Cause every little thing gonna be alright"
Singin', "Don't worry about a thing
'Cause every little thing gonna be alright"

Rise up this mornin', smiled with the risin' sun
Three little birds perched by my doorstep
Singin' sweet songs of melodies pure and true
Sayin', "This is my message to you"

Singin', "Don't worry 'bout a thing
'Cause every little thing is gonna be alright
Singin', "Don't worry (Don't worry) 'bout a thing
'Cause every little thing gonna be alright


środa, 18 lipca 2012

Po/3

Minął tydzień
Moja noga zaczyna mnie słuchać, mięśnie zaczynają współpracować i zaczynam chodzić.
Robię to prawie jak człowiek.
Prawie robi wielką różnicę.
No ale jest na tyle dobrze, że idąc słyszę same komplementy ze strony drów, pielęgniarek. Wcześniej stali i patrzyli z przerażeniem, łapali się za głowę.
Mój chód polegał na tym, że rehabilitantka szła i sama przesuwała moją nogę. To samo robił dr. A jak jej nie przesuwali, to ja ją ciągnęłam albo przerzucałam "na trzy" ;)
A teraz to ja prawie latam ;) 


Ból mniejszy. Taki, że można obyć się bez prochów. Nie występuje trwale :) :) :)  
Czasem trzeba mocno zacisnąć zęby, przekląć albo uronić łezkę ;) 


Zadanie na najbliższy czas: ustabilizować się emocjonalnie.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Ciekawe, co przyniesie jutro?

Co przyniosło dziś?

huśtawkę emocji, radość, złość, wściekłość, zwątpienie, totalny brak sił, niespożytą energię, niedowierzanie, ogromny szok.....

jest tego tak wiele, że nie da się opisać
w skrócie będzie tak:

1.uczę się chodzić, używać potrzebnych do tego mięśni, wzmacniam te słabe
2.jestem w szoku .... Boże, tyle dobrego może spotkać, nawet takiego szaraka jak ja.... i czym sobie człek zasłużył na to całe dobro?
3.każdy ma swojego Anioła :)

niedziela, 15 lipca 2012

11.07.2012r. ..... oraz inne

Wczorajsze ponad pół litra świeżej krwi O Rh+ wciągnięte podczas oglądania wampirzej sagi, chwilowo zbita gorączka spowodowały iż:
-wczoraj pierwszy raz od zabiegu coś zjadłam 
-mam siłę przeczytać więcej, zrozumieć to, co czytam i nawet nadrabiam zaległości w odpisywaniu na SMS i oddzwanianiu do ludzi

Ba! nawet dziś się śmiałam z ostatnich trzech/czterech dni ;) 

11.07.2012r., czyli mój własny prywatny horror
cztery lata temu prawie nic nie bolało, to teraz też przecież nie będzie - z tą myślą szłam do szpitala 

rano kąpiel w środku odkażającym (nawet nie wysusza skóry), gorąca i długa dyskusja z Profesorem, przebranie się w wielgachną białą koszulę, tabletka na ogłupienie i jazda...

piknie, prawda? 
tyle że czarodziejska piguła, po której powinien być szybki super odlot zapomnienia nie działa
po podłączeniu do aparatury tętno ponad 100
piguła nie działa
znieczulenie w podpajęczynówkowe zrobione, działa
ja nadal trzeźwa
próbują mnie uśpić dożylnymi środkami (zawsze działały)... dobra Pani Anestezjolog dała wszystkie możliwe dawki, a ja nadal oczy szeroko otwarte....
wszystko słyszę, czuję (nie czujesz bólu, tylko wszystkie ruchy, wszystko co robią, ciągnięcia, dotyk); zganiam lekarzy którzy za mocno mnie łokciują - mam nadzieję, że to przez przypadek robili ;) 

pod koniec zabiegu puszcza znieczulenie u mnie to chyba tradycja... macham nogami, macham stopą - a Pan Dr do mnie: nie ruszaj stopą, bo to mnie łaskocze  
ok, zlitowałam się nad nim, ale tego po drugiej stronie próbowałam kopnąć kolanem ;) a co!!!
czuję szycie :/ 
dobra, dostaję jeszcze znieczulacz do żyły 
po jakimś czasie koniec 
podłączają p/bólowe....
na początku działa ....
na pooperacyjnej ogrzewam się i dogrzewam; nawet długo tam tym razem byłam...

już zaczyna coś się dziać, rwać, pobolewać...
przyjeżdżają po mnie z oddziału, jedziemy na RTG, zaczyna cholernie boleć, podczas RTG już nie dałam rady, zakryłam się mega wielkim rękawem i zaczęłam ryczeć, wylewać hektolitry słonej wody.... i tak mnie wieźli a ja lałam i lałam te wodę...
na oddziale dostałam mega dawki środków p/bólowych, które za Chiny nie przynosiły ulgi - dostawałam 3 leki...
w pewnej chwili zaczęły drętwieć mi wszystkie kończyny... no ale przeszło
potem jeszcze środki na uspokojenie i na sen...
zabieg skończył się jakoś chwilkę po 11, a mi ulżyło po 18...

ło matulu.... to było straszne..... 

*********************************
kolejne dni ciągle na prochach, które bardziej otępiały niż znieczulały, większość wydarzeń pojawia się jak zza mgły ;) 
jutro zaciągnę wieści, czy przypadkiem nikomu czegoś "ładnego" nie sprzedałam... bo kilka kwiatków mi się już przypomniało.....
*********************************

dziś rano dopadł mnie też straszny kryzys...
po dłuższym czasie zabrałam się za tworzenie pozytywnych wizualizacji i wróciłam do żywych :)

ciekawe, co przyniesie jutro :)

sobota, 14 lipca 2012

Po/2

Po poczynieniu wcześniejszego pesymistycznego wpisu Kinia zmierzyła temperaturę. Oczywiście wysoka gorączka.
Na wizycie lekarskiej Kinia poskarżyła się fajnemu Dr, że wszystko się wokół niej kręci. 
Fajny Dr ekspresowo zlecił badania krwi, które wykazały super ekstra niską hemoglobinę. 


Temperatura zbita kroplówką jakiś czas temu i okładami. 
Teraz pozostało czekać, aż punkt krwiodawstwa się ulituje.


O! 
Była pielęgniarka z termometrem pistoletem i Kinia znów ma gorączkę. 
A krew już szykują. 


Czad. 

Po

Leci trzecia doba po.
Wszystkie rurki powyciągane.
Każą chodzić.
Żył brakuje do pobierania krwi.
Z każdej strony boli.
W głowie się kręci.
Sił na nic nie ma.
Nawet na jedzenie.
Misja "w zależności" zakończyła się niewypałem.

Gdybym wiedziała, że tym razem będzie tak źle, to bym się chyba nie zgodziła.

Marzę o tabletce zapomnienia, by przespać to wszystko.

Jutro będzie lepiej.
Musi być lepiej.

Nawet mam nadzieję, że popołudniu.

wtorek, 10 lipca 2012

Starannie wytuszowane długie, gęste rzęsy. Delikatny trzepot.
Mina a'la kot ze Shrek'a.
Odpowiednia sukienka.
Kinia walczy o rodzaj protezy.

... i kurczę, coś całkiem to nie podziałało, choć było spokojniej niż w piątek...
nie ma decyzji jeszcze
jest 50% na 50%
i Szefa nie ma ....
a On nadzieją mą ;o)

pozostało czekać....

poniedziałek, 9 lipca 2012

Moje łóżko jest na pilota!!!
Mała rzecz, a cieszy. Testuję więc wszystkie dostępne konstelacje ;) najwyżej się zgniotę i będą musieli mnie bardziej naprawić ;o)

Miałam też pierwszego Gościa. Dostałam piękne kwiatki, które zdobią ladę pielęgniarską. Na sali nie można trzymać :( buuu :(
dobrze, że chociaż pamiątkowe zdjęcie zrobiłam ;o)

Jutro dzień walki i szczerze mówiąc wszystko się we mnie gotuje, a narządy wewnętrzne wibrują nieustannie :(
heh... nie ma łatwo, to tylko jedna z kolejnych bitew...

Postaram się wykorzystać przeróżne atuty w jutrzejszym starciu. Wolny weekend mi w tym pomógł ;o)

Oby się udało....

Dostałam super bransoletkę, łóżko przy oknie, miłe towarzystwo na sali.
Zrobili EKG, RTG i badania krwi.
Nawet zupkę dostałam ;)

Teraz się relaksować i czekać na doktorów mądrych.
Pewnie dojdą jutro :)

PS. misja "w zależności" jest zagrożona :/

piątek, 6 lipca 2012

Mała zmiana.
Weekend na wolności.
Byczę się we Wrocku i umieram z powodu upału ;)
W poniedziałek witaj ASK-SPA!