Zamień oczekiwania na wdzięczność,
a świat od razu stanie się lepszy.

niedziela, 15 lipca 2012

11.07.2012r. ..... oraz inne

Wczorajsze ponad pół litra świeżej krwi O Rh+ wciągnięte podczas oglądania wampirzej sagi, chwilowo zbita gorączka spowodowały iż:
-wczoraj pierwszy raz od zabiegu coś zjadłam 
-mam siłę przeczytać więcej, zrozumieć to, co czytam i nawet nadrabiam zaległości w odpisywaniu na SMS i oddzwanianiu do ludzi

Ba! nawet dziś się śmiałam z ostatnich trzech/czterech dni ;) 

11.07.2012r., czyli mój własny prywatny horror
cztery lata temu prawie nic nie bolało, to teraz też przecież nie będzie - z tą myślą szłam do szpitala 

rano kąpiel w środku odkażającym (nawet nie wysusza skóry), gorąca i długa dyskusja z Profesorem, przebranie się w wielgachną białą koszulę, tabletka na ogłupienie i jazda...

piknie, prawda? 
tyle że czarodziejska piguła, po której powinien być szybki super odlot zapomnienia nie działa
po podłączeniu do aparatury tętno ponad 100
piguła nie działa
znieczulenie w podpajęczynówkowe zrobione, działa
ja nadal trzeźwa
próbują mnie uśpić dożylnymi środkami (zawsze działały)... dobra Pani Anestezjolog dała wszystkie możliwe dawki, a ja nadal oczy szeroko otwarte....
wszystko słyszę, czuję (nie czujesz bólu, tylko wszystkie ruchy, wszystko co robią, ciągnięcia, dotyk); zganiam lekarzy którzy za mocno mnie łokciują - mam nadzieję, że to przez przypadek robili ;) 

pod koniec zabiegu puszcza znieczulenie u mnie to chyba tradycja... macham nogami, macham stopą - a Pan Dr do mnie: nie ruszaj stopą, bo to mnie łaskocze  
ok, zlitowałam się nad nim, ale tego po drugiej stronie próbowałam kopnąć kolanem ;) a co!!!
czuję szycie :/ 
dobra, dostaję jeszcze znieczulacz do żyły 
po jakimś czasie koniec 
podłączają p/bólowe....
na początku działa ....
na pooperacyjnej ogrzewam się i dogrzewam; nawet długo tam tym razem byłam...

już zaczyna coś się dziać, rwać, pobolewać...
przyjeżdżają po mnie z oddziału, jedziemy na RTG, zaczyna cholernie boleć, podczas RTG już nie dałam rady, zakryłam się mega wielkim rękawem i zaczęłam ryczeć, wylewać hektolitry słonej wody.... i tak mnie wieźli a ja lałam i lałam te wodę...
na oddziale dostałam mega dawki środków p/bólowych, które za Chiny nie przynosiły ulgi - dostawałam 3 leki...
w pewnej chwili zaczęły drętwieć mi wszystkie kończyny... no ale przeszło
potem jeszcze środki na uspokojenie i na sen...
zabieg skończył się jakoś chwilkę po 11, a mi ulżyło po 18...

ło matulu.... to było straszne..... 

*********************************
kolejne dni ciągle na prochach, które bardziej otępiały niż znieczulały, większość wydarzeń pojawia się jak zza mgły ;) 
jutro zaciągnę wieści, czy przypadkiem nikomu czegoś "ładnego" nie sprzedałam... bo kilka kwiatków mi się już przypomniało.....
*********************************

dziś rano dopadł mnie też straszny kryzys...
po dłuższym czasie zabrałam się za tworzenie pozytywnych wizualizacji i wróciłam do żywych :)

ciekawe, co przyniesie jutro :)

10 komentarzy:

  1. Witamy ;)))) Jak się cieszę , że wracasz ...

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to czytam, to strach blady mnie oblewa i ściska serce...
    Kiniu!!! jestem przy Tobie myślami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka fajna dziewczyna, a tyle musi przechodzić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha ;) to jest tylko, część, wszystkiego nie piszę....

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. trzymam i staram nie puszczać :)

      Usuń
  5. Powiedz, jak aktualnie się czujesz, temp dalej taka wysoka ?
    Chyba dają Ci jakiś antybiotyk ?
    Rano napisz jak po obchodzie
    Dobra idę do kościoła się za Ciebie pomodlić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witamy wśród żywych :)
    Jutro przyniesie Ci dzień bez bólu i cierpienia, wierzę w to ogromnie. Ściskam Cię i ściskam i ściskam i ściskam!!!!!

    OdpowiedzUsuń